<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<!-- If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/ -->
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:lj="http://www.livejournal.com">
  <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90</id>
  <title>Ooh, baby, baby...</title>
  <subtitle>Where did our love go?</subtitle>
  <author>
    <name>paol_90</name>
  </author>
  <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/"/>
  <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom"/>
  <updated>2007-10-13T20:14:52Z</updated>
  <lj:journal userid="12685047" username="paol_90" type="personal"/>
  <link rel="service.feed" type="application/x.atom+xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom" title="Ooh, baby, baby..."/>
  <link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/"/>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:4052</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/4052.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=4052"/>
    <title>Liberu xD</title>
    <published>2007-10-13T20:11:13Z</published>
    <updated>2007-10-13T20:14:52Z</updated>
    <category term="libertango"/>
    <category term="fick"/>
    <category term="mevie"/>
    <content type="html">&lt;p&gt;Tytuł: Libertango&lt;br /&gt;Pairing: Meeeeeevieee :))&lt;br /&gt;Ograniczenie: od 60 lat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszło krócej niż myślałam, że wyjdzie. W sumie to się nie podniecaj, Majka, bo niewiele wnosi ten oto rozdział. Taaaaaaaaaaaaaak, uwlebiam się nad Wami znęcać, mwahahahaha *killer* *killer* *killer*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="ljcut" text=". Był dla niej jedynym pożywieniem, jedyną szansą, która mogłaby wyciągnąć ją z tego dołka, w jakim się znalazła. A on tak po prostu wrócił do swojej żony..."&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman" size="1"&gt;&lt;strong&gt;Rozdział X&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wodziła palcem po krawędziach szklanki, przyglądając się brązowawemu płynowi, który znajdował się wewnątrz. Obserwowała jak kołysze się niesfornie, pod wpływem delikatnych potrząśnień, zupełnie jakby jak najszybciej chciał się wydostać na powierzchnię i jednocześnie miał świadomość, że to się nigdy nie stanie. Jak na ironię dokładnie tak samo czuła się ona. Zamknięta w jakiejś szklanej pułapce swoich pragnień, dążąca do marzeń, które są nieosiągalne. Nigdy nie miała w zwyczaju pić w pracy, lecz już dawno została pozbawiona resztek swego profesjonalizmu. Mijały godziny, dni, tygodnie... a czas dłużył się tak nieubłaganie. Nie przygotowywała się już do pracy tak jak zwykle. Pół godziny przed występem rzucała okiem na tekst, co i tak nie przynosiło pozytywnych rezultatów. Najczęściej improwizowała. Meyer zagroził, że jeśli nie weźmie się w garść to będzie musiał ją zwolnić, ale nie przejmowała się tym. Ta czy inna praca... to nie miało znaczenia. Zresztą doskonale wiedziała, że wystarczyłoby, gdyby zgodziła się na jeden, najważniejszy dla niego warunek i miałaby pewną posadę. &lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman" size="1"&gt;Zaśpiewała dwie czy trzy piosenki, nie zwracając nawet uwagi na stado nasilających się gwizdów. Banda podstarzałych chamów, która z wywieszonymi jęzorami czekała tylko na upojenie swego wzroku pięknym i ponętnym ciałem młodej kobiety w ramach rekompensaty za to, co oglądają w domach. To było takie niesprawiedliwe, zważywszy na fakt, że to właśnie Evangeline była perełką tego lokalu. Właśnie z nią to miejsce było kojarzone, odkąd podjęła tu pracę. &lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman" size="1"&gt;Zamówiła sobie jeszcze jednego drinka i usiadła przy stoliku, przy którym widziała go ostatniego wieczoru. Z tej odległości scena była widoczna wyjątkowo dobrze i skarciła się w myślach za wizje, które raz po raz przebłyskiwały jej w głowie. Spojrzała w kierunku niemal pustej paczki papierosów. Machinalnie wyjęła jednego i odpaliła go w taki sposób, jakby robiła to przynajmniej codziennie. Jednak zdecydowany sprzeciw jej płuc w postaci niespodziewanego, ostrego kaszlu przypomniał jej, że nie jest w tej dziedzinie ekspertem. On był. Nienawidziła tego paskudnego nałogu i nie mogła znieść przebywania w jednym pomieszczeniu z osobą palącą. Sama pomogła Ryanowi rzucić to świństwo, ponieważ patrzenie na to, że ukochana osoba truje siebie i innych było dla niej prawdziwą udręką. Jednakże wszystkie dotychczasowe przekonania, jakimi się kierowała przestały istnieć, gdy poznała jego. Mogła godzinami przyglądać się jak wypuszcza z ust kłęby gęstego dymu, które przybierały przeróżne formy. Nie widziała w życiu niczego bardziej seksowniejszego i nic nigdy tak na nią działało jak nieznośny truciciel w jego ustach.&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;Rozejrzała się wokół. To samo miejsce, ta sama atmosfera. Brudna, spowita gęstym powietrzem. Lokal wypełniały różnozapachowymi świeczkami, które zdawały się przytłaczać swoją ilością wszystkich klientów. Jakiś pijany mężczyzna w garniturze i dziwnym kapeluszu na głowie uśmiechał się do niej wymownie zapraszając do wspólnego drinka. Odmówiła, sugestywnie, a wręcz zalotnie kręcąc głową. Jedno, co mogła przyznać bez zastanowienia to z pewnością to, że żadna kobieta nie narzekała w tym barze na powodzenie u płci przeciwnej. Ale nie miała nawet odwagi, ani tym bardziej chęci zwyczajnie poflirtować, jak to często robiła. Zanim poznała jego. Tym bardziej zazdrościła dwójce młodych ludzi, gaworzących bardzo intensywnie od kilkunastu minut i popijających sowite ilości alkoholu. Brakowało jej tego luzu, tej radości, którą kiedyś posiadała. Wyzbyła się wszystkich swoich zainteresowań, marzeń, pragnień. On jej tego pozbawił. Czuła, że nie potrafi samodzielnie myśleć, tak jakby prócz serca skradł też jej własny rozum. Przestała nawet mówić. Na palcach jednej ręki mogłaby zliczyć ilość zdań wypowiedzianych przez ostatnie dwa tygodnie. Nie była w stanie nawet słuchać. Jedyne słowa, jakie dźwięczały jej w uszach nieustannie to te wypowiedziane przez Doma, które przebiły wszystko, co jeszcze jakoś się w niej trzymało.&lt;em&gt;On ją naprawdę kocha. To po prostu widać!&lt;/em&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="FONT-SIZE: 9pt; FONT-FAMILY: Verdana"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;Nie umiała sobie tego wyobrazić. Jak może ją kochać?! &lt;em&gt;Dlaczego nie kocha właśnie mnie?!&lt;/em&gt; – nawet tak idiotyczne pytania gnębiły ją całymi godzinami; dniami i nocami. Nie pozwalały jej spać, jeść, normalnie funkcjonować. Przez ostatnie tygodnie schudła tak bardzo, że nie mieściła się w praktycznie żadne spodnie. To było takie żałosne... Czuć się tak cholernie ubezwłasnowolnionym jak niemowlak, którego życie zależy od mleka matki. Był dla niej jedynym pożywieniem, jedyną szansą, która mogłaby wyciągnąć ją z tego dołka, w jakim się znalazła. A on tak po prostu wrócił do swojej żony... Bez przerwy zastanawiała się jak wygląda kobieta, dla której ją zostawił. Czy jest ładniejsza, szczuplejsza, zabawniejsza, atrakcyjniejsza... Ale nie chciała tego wiedzieć. Nie mogłaby znieść jej widoku. Widoku kobiety, która pośrednio stała się przyczyną jej upadku... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;Już nawet nie ganiła siebie za to egoistyczne do granic przyzwoitości myślenie. Wiedziała, że jest skończoną egoistką, ale on jest większym. Jeśli ona jest popieprzona w swoim obłędzie to on jest milion razy mocniej popieprzony w swoim skurwysyństwie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;Patrzyła w odbijające się od brązowej powierzchni stolika, jasne promienie padające z głównych reflektorów i zwiastujące kolejny występ tego wieczoru. Gdyby nie wiedziała, że atrakcją show jest ta idiotka Lane, może skupiłaby się na tym, co ma się wkrótce na scenie wydarzyć. Ale ponieważ nie była zwolenniczką jej rynsztokowego zachowania scenicznego i kurewskiej aparycji, nie zawracała sobie głowy tym przedstawieniem. Po chwili dopiero zorientowała się, że coś albo ktoś uporczywie stuka kluczykami od samochodu po jej własnym stoliku. Wybiło ją to z dotychczasowego zamyślenia i nieco podenerwowało.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Szuka pani kogoś? – zapytała cynicznie, dając kobiecie do zrozumienia, że nie życzy sobie jej obecności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Ja? – odparła głośno brunetka, starając się przekrzyczeć, orzeźwiony cieniutkim głosikiem i tępą minką barowej idiotki, tłum. – Nie, w zasadzie szukam miejsca... Czy mogłabym się dosiąść do pani?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Proszę... i tak zaraz wychodzę. – odpowiedziała niepewnie z nutą wyrzutu w głosie. Nienawidziła tak nachalnych ludzi... Chociaż ostatnio generalnie nienawidziła ludzi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Mój Boże... co za głupie dziewczę. Miałam dużo lepsze zdanie o tym lokalu... - wycedziła z niesmakiem nieznajoma, na co Evie uśmiechnęła się w duchu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Tak... to prawda. Chociaż mężczyźni ją uwielbiają... sama pani widzi. – przytaknęła kręcąc z politowaniem głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Jak można zwracać uwagę na... coś takiego? Wybaczy pani, ale owi mężczyźni chyba nie wiedzą jak smakuje prawdziwa kobieta...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;I to było tak cholernie prawdziwe... Nigdy nie rozumiała jak facetom może się podobać taka lala, żeby nie nazwać jej jeszcze gorzej. Klasycznym przykładem był Matt. Ile to razy wysłuchiwała tych słodkich opowiastek ślicznej Lane na temat jej „związku” z nim. Jeszcze zanim go poznała wiedziała, że ze sobą sypiają. Wszyscy wiedzieli... Tym bardziej była wściekła na to głupiutkie dziewczątko, że nie znudził się nią tak szybko jak w jej przypadku. Gdyby miała odrobinę oleju w głowie to dużo wcześniej zerwałaby z nim wszelki kontakt. Przecież wiedziała, że widział w niej dziwkę, taką samą jaką była Lane i inne panienki, które miał „przyjemność” zaliczyć. Tylko z tą różnicą, że żadnej nie skrzywdził tak bardzo jak właśnie jej. A najgorsze jest to, że zrobił to świadomie. Perfidnie zaciągnął ją do hotelu i wykorzystał, cały czas grając. Ani na moment nie zdjął z twarzy maski, choć w tamtej chwili była przekonana, że kocha się z Mattem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Wszystko w porządku? – usłyszała ten sam, skrzeczący głos, który po raz drugi wyrwał ją z zamyślenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Czego pani ode mnie właściwie chce? – uniosła się nieco, zdenerwowana natarczywością kobiety, która nie była już zdecydowanie do zniesienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Widzę, że przeszkadzam... Przepraszam w takim razie – odparła kobieta, a wyraz jej twarzy zmienił się nie do poznania. Przez moment Evie poczuła do niej jakąś nieokreśloną sympatię. Miała takie dobre oczy... Było w nich tyle troski i tego czegoś, czego ona nie miała - szczęścia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Nie, proszę zostać. Ma pani takie samo prawo do przebywania tutaj, jak ja. – powiedziała łagodnie, ale nadal chłodno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Ja przepraszam, że się tak narzucam – zaczęła nieznajoma, wpatrując się intensywnie w posadzkę, jakby była najpiękniejszym dziełem sztuki. – Po prostu ostatnio czuję ogromną potrzebę komunikowania się z ludźmi. Tak, wiem jak głupio to brzmi i może pani ze mnie drwić. – zaśmiała się do siebie, na co Evie odpowiedziała tym samym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Zazdroszczę pani...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Proszę nie zazdrościć... Czuła pani kiedyś, że nareszcie po tylu latach wysiłku osiąga pani ten swój upragniony cel? Cel, który wydawał się taki odległy, taki nierealny... wręcz idiotyczny wręcz? Chyba każdy coś takiego przeżył... Problem jedynie polega na tym, że nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy... Aż strach pomyśleć o rzeczach wielkich...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;Kobieta coraz bardziej skupiała wokół swojej osoby jej zainteresowanie. Pierwszy raz w życiu ktoś zupełnie nieznajomy opowiadał jej o takich rzeczach... Ale było w tym tak cholernie dużo nadziei i jednocześnie tak wiele smutku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Nie. Nie czułam. Choć raz w życiu byłam szczęśliwa. – powiedziała spokojnie. – W dniu, w którym przyszło na świat moje dziecko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;W jednej chwili oczy brunetki zaszkliły się, a usta rozszerzyły, egzaltując najszczerszy uśmiech, jaki kiedykolwiek w życiu widziała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;A no właśnie. Mnie też wkrótce to spotka. – wydusiła przez łzy, masując dłonią płaski jak na razie brzuch.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Och! To wspaniale! Szczere gratulacje! – Evie odpowiedziała uśmiechem. Udzieliła jej się nawet radość kobiety. Przypomniała sobie, że przecież sama posiada najukochańszą istotkę na świecie i to dla niej przede wszystkim powinna żyć. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Dziękuję! Gdyby widziała pani mojego męża... Niemal skakał z radości... Nigdy w życiu nie widziałam go tak szczęśliwego. – powiedziała z przekorą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Męża również gratuluję... Mój... mąż – zawahała się, zastanawiając się jak nazwać Ryana.- zachował się zgoła inaczej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Zapomniałam się... – nie zdążyła dokończyć, słysząc intensywny dźwięk telefonu, który dzwonił już od dłuższego czasu. – Przepraszam... – zwróciła się Evie, a ta przytaknęła, by się nie krępowała. – Witaj, kochanie, jak dobrze, że dzwonisz. Mógłbyś po mnie wpaść? Tak, w mieszkaniu... to znaczy obecnie jestem w tym barze obok... Co? No tak, Desire Club... Och, przecież nic nie piję... Dobrze, dobrze, już wychodzę... Och, Matt... też cię kocham, skarbie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;I wszystko powoli zaczęło układać się jej w głowie... Zmieniła wyraz twarzy nie do poznania... Przyglądała się rozpromienionej kobiecie dłuższą chwilę, nie zwracając uwagi nawet na jej pytania. Czyżby... Nie, to wykluczone.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Jak się nazywasz?! – zapytała chłodno, niemal wyrywkowo. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;No właśnie miałam... Coś się stało? – zapytała zdziwiona nieco nagłą zmianą nastroju rozmówczyni. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Evangeline Lilly – wysyczała nerwowo, podając kobiecie dłoń i wzrokowo zmuszając do natychmiastowej odpowiedzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt 36pt; TEXT-INDENT: -18pt; mso-list: l40 level1 lfo57; tab-stops: list 36.0pt"&gt;&lt;font face="Times New Roman"&gt;&lt;font size="1"&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;-&lt;span style="FONT: 7pt &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="mso-bidi-font-size: 12.0pt; mso-ansi-font-size: 12.0pt"&gt;Margherita Ronchi, ale o co...? – zobaczyła jak dziewczyna nagle blednie na twarzy, opierając się bezradnie o krzesło. – Czy my się...?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;span class="postbody1"&gt;&lt;span style="FONT-SIZE: 12pt; FONT-FAMILY: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;#39;Times New Roman&amp;#39;; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA"&gt;- Nie – wychrypiała, wstając z krzesła. Twarz jej tak skostniała, jakby zamieniła się w jakąś bezuczuciową mimozę, pozbawioną wszelkich emocji. – I lepiej, żebyśmy się w ogóle nie poznały. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:3681</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/3681.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=3681"/>
    <title>Joł.</title>
    <published>2007-09-30T17:07:37Z</published>
    <updated>2007-09-30T17:07:37Z</updated>
    <category term="mevie"/>
    <category term="wnerw"/>
    <lj:music>Drupi - sereno e</lj:music>
    <content type="html">Po pierwsze. Gig - spierdalaj. Wiem, że bżydko, ale tak musi być. Nic nie poradzę na to, że Majka miała takie widzimisię i odeszła sobie z forum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="ljcut" text="Jestem zUa"&gt;Jestem zUa. A nawet wściekła. Wszyscy wokół mnie zlewają i w ten&amp;nbsp;łikend doznałam już kilku takich przypadków. Dlatego chyba pora przypomnieć o swej marnej, bądź co bądź, egzystencji. Otóż na imię mi Paulina, mam prawie 17 lat i mieszkam w zadupiu pod Krakowem. Moje zainteresowania są wszystkim doskonale znane. Chciałabym zostać w przyszłości polonistką/pisarką/pedagogiem/prawnikiem. Tak, wszystko na "P". Jestem uzależniona od kawy i internetu. Pierwsze uzależnienie jest przyjemne i mi nie przeszkadza, natomiast to drugie zaczyna mi powoli ciążyć.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Głównym powodem jest to, że zaniedbuję naukę, życie prywatne, no generalnie wszystko. Mogłabym mieć masę wolnego czasu, a także czasu spożytkowanego w odpowiedni sposób. To ciągnie za sobą niemiłą atmosferę w domu i ciągłe kłótnie z jednym z rodziców. Do tej pory było ok. Nawet bardzo ok. Jakoś to wszystko godziłam. Teraz natomiast już mi się nie chce. I tak, to dzięki Tobie, Cath. Nie mam zamiaru znosić Twych nieustannych fochów. Nigdy nie wiem, czego mam się spodziewać i powoli zaczynam ważyć słowa. Myślałam, że mnie znasz i wiesz, że jestem spontaniczna, czasem pierdolę totalnie od rzeczy, czasem prowokuję. Ale to wszystko do tej pory było zabawą. I Tobie to nie przeszkadzało i innym także. Teraz natomiast, jeśli mam się bać poruszyć tematu Mevie, gdyż Ty odkryjesz w tym moim wywodzie dziesiąte dno, atakujące personalnie Twoją osobę no to wybacz, ale mam tego dość. Mam wrażenie, że nie takiego Cathucha słodkiego znałam. Cathuch zawsze był szalony i pierdolnięty, ale równocześnie zrównoważony i posiadający do siebie ogromny dystans. Nijak nie dało się Cathucha wyprowadzić z równowagi, bo wszystko zawsze obracał w żart.&lt;br /&gt;Może obie przekroczyłyśmy jakąś umowną granicę. Nie wiem, ale ta sytuacja mnie męczy.&lt;br /&gt;Nie mam zamiaru walczyć z uzależnieniem, bo i tak mi się nie uda. Po prostu chyba lepiej będzie, jeśli od siebie odpoczniemy, Cath. Za dużo się działo i chyba obie potrzebujemy dystansu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak zawsze będę Cię kochać, moja ukochana Mevierko :*:*&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:3557</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/3557.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=3557"/>
    <title>Lodów!!</title>
    <published>2007-09-23T13:01:44Z</published>
    <updated>2007-09-23T13:01:44Z</updated>
    <category term="dół"/>
    <category term="szkoła"/>
    <category term="lody włoskie"/>
    <category term="taniec z gwiazdami"/>
    <category term="stefano terrazzino"/>
    <content type="html">Tymczasowy szablon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błagam. Niech ktoś pójdzie ze mną na lody, bo Ómrę tutaj. Fak :/ Albo są u rodziny albo kują!! :[ Ja się pytam: Po cholerę?!?! Też mam w ch** i trochę nauki z matmy, ale chce mi się lodów włoskich i żadne funkcje trygonometryczne mi tego nie zmącą! Albo lody albo NIC!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Litości. Przecie sama nie pójdę :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Taniec z gwiazdami. Stefano rox &amp;lt;3</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:3234</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/3234.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=3234"/>
    <title>Libertango</title>
    <published>2007-09-22T22:18:02Z</published>
    <updated>2007-09-23T12:34:23Z</updated>
    <category term="libertango"/>
    <category term="fick"/>
    <category term="mevie"/>
    <content type="html">&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Tytuł:&lt;/strong&gt; Libertango&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pairing:&lt;/strong&gt; Mevie&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozdział:&lt;/strong&gt; Dziewiąty&amp;nbsp;(Pozostałe osiem na &lt;a href="http://thelost.fora.pl"&gt;http://thelost.fora.pl&lt;/a&gt;) :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla&amp;nbsp;Majki&amp;nbsp;i dla niej również nowy wystrój, co by się jej lepiej czytało :*&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="ljcut" text="Patrzyła na tę głupią serwetkę w tak wielkim osłupieniu, że nie czuła nawet bólu."&gt;&lt;p&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;u&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Rozdział IX&lt;/u&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Tydzień... Chociaż nie, raczej półtorej. A może dwa... Tak, chyba dwa tygodnie. Sama już nie orientowała się w pełni ile czasu minęło odkąd widziała go po raz ostatni. Nie zdążyła się nawet pożegnać, uciekając niemal w popłochu nad ranem. Ostatni obraz jaki tlił się w jej pamięci niczym gasnąca z dnia na dzień zapałka to jego blada twarz, wtulona w aksamitną pościel. Nie mogła darować sobie, że nie dała mu wtedy tego cholernego numeru telefonu. Pewnie i tak by nie zadzwonił... Nawet w klubie się nie pojawiał. Jakimś cudem wyegzekwowała u Meyera trzy występy w tygodniu, chociaż i tak w wolne wieczory co wieczór przychodziła do Desire Club, licząc, że w końcu go spotka. Gdy traciła resztki nadziei, sącząc ostatnie krople drinka, dzwoniła po taksówkę. Nieważne, że do najbliższego postoju miała jakieś czterysta metrów na piechotę. Mogła przynajmniej swobodnie postać przed klubem, spoglądając ukradkiem na okno jego mieszkania, które jak na złość pogrążone było w ciemności i mieć w miarę racjonalne wytłumaczenie. Wiedziała, że to co robi jest żałosne. To głupie łudzenie się, że być może w końcu go spotka doprowadzało ją do szału. Nie miała nawet pojęcia jak mogłaby się zachować, gdy w końcu się pojawi... Choć każdy kolejny dzień utwierdzał ją w przekonaniu, że to się nigdy nie stanie. Otrzymał to, czego chciał. Oddała mu to, co była mu winna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaniedbywała coraz bardziej dom, pomimo, iż do tej pory panował w nim niemal nienaganny porządek. Coraz mniej czasu poświęcała Lucy, co wyrzucała sobie najbardziej. Co wieczór kładła ją spać i wychodziła do klubu. W dzień spała do południa, po czym przez całe popołudnie leczyła kaca. Dziękowała Bogu, że Ryan ma urlop i może odciążyć ją z części, jeśli nie znacznej większości obowiązków. Nie obyło się oczywiście bez kilku poważnych sprzeczek, z których jedna omal nie skończyła się rękoczynem. Nie przyjmowała jednak do wiadomości tego, że jest złą matką, że się rozpiła i zaczęła prowadzić rozwiązły tryb życia. Bo to nie była prawda. Zresztą kto jak kto, ale na pewno nie on miał prawo wyrzucać jej to, że jest złym rodzicem. W zasadzie dopiero od kilku miesięcy dojrzał na tyle, by móc chociaż popilnować małej przez chwilę. Co zresztą było chyba głównie podyktowane tym, że niebawem się od nich uwolni. Podejrzewała też, że znalazł sobie jakąś kobietę, bo często czas jego pracy trwał nawet kilka dni. Teraz, gdy miał urlop była mu bardzo wdzięczna za opiekę nad Lucy, ponieważ w ten sposób mogła spędzać noce w klubie. Chociaż oddanie małej pod opiekę właśnie jemu nie napawało ją spokojem. Traktował ją bowiem w sposób oschły, zupełnie inaczej niż jak na przeciętnego ojca przystało. Kilka razy zdarzył mu się jakiś klaps, co niejednokrotnie kończyło się awanturą w domu. Teraz nie miała pewności czy nie jest dla niej zbyt agresywny i czy w ogóle powinna pozwalać mu spędzać z nią aż tyle czasu, ale to, co czuła do Matta było ponad jej zdrowy rozsądek. Miała wrażenie, że zamienia się w swoją matkę, która zostawiła dom i rodzinę dla pierwszego lepszego faceta, którego zresztą&amp;nbsp; jak na ironię poznała w barze. Było w niej jednak jakieś chore przekonanie, że będzie mogła funkcjonować tak, jak do tej pory, gdy tylko się z nim spotka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dlatego też i tego wieczoru udała się do klubu tym razem jako pracownik. Miała tylko jeden występ o 22:00. Po raz kolejny odrzuciła propozycję Meyera, którą składał jej w każdą noc po pracy. Tamtej nocy odkryła przed kimś wszystkie swoje karty i dała niepisane słowo, że nigdy nie była i nie będzie tą, za którą on ją uważał.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tuż przed występem, jak to miała ostatnio w zwyczaju, spytała Peta czy Matt się odzywał. Ten jednak milczał jak grób, twierdząc, że nie ma pojęcia co się z nim dzieje. Gdyby była odrobinę odważniejsza i nie bała się zdradzić przed barmanem, już dawno poprosiłaby go o numer telefonu Matta. I nie wykluczała, że na granicy rozpaczy to zrobi. Jak na razie jednak po prostu czekała, torturując się tym niemiłosiernie. W tym chorym amoku codzienności, która zaczęła się przeradzać w jakąś dziką obsesję, były chwile, w których docierało do niej jak bardzo jest żałosna. Jak perfidnie dała się owinąć wokół palca. Jeszcze dwa tygodnie temu, gdy pozwalała dochodzić do głosu swemu zdrowemu rozsądkowi, nie chciała mieć z tym człowiekiem nic wspólnego. Teraz, gdy odblokowała wszystkie hamulce, które trzymała w zanadrzu, pragnęła najdrobniejszego dotyku, spojrzenia, które tyle razy budziło w niej przerażenie, cichego szeptu, który muskał jej skórę, doprowadzając ją do wrzenia. To wszystko sprawiało, że czuła niemal fizyczny ból. Była gotowa oddać mu się bez reszty i pozwolić robić ze sobą cokolwiek, co przyjdzie mu tylko do głowy. Pozwolić traktować się jak dziwkę, tylko po to, by móc przez tę jedną noc należeć wyłącznie do niego. Nawet świadomość tego, że ma żonę nie była dla niej żadną przeszkodą... Mogłaby pozostać jego kochankę i nie oczekiwać żadnych obietnic.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;I never meant to &lt;br /&gt;cause you any sorrow &lt;br /&gt;I never meant to cause you any pain &lt;br /&gt;I only wanted to one time see you laughing &lt;br /&gt;I only wanted to see you laughing in the purple rain&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczęła cicho, muskając niewyraźnie oddechem mikrofon, umieszczony na statywie. Z każdym kolejnym słowem czuła jak coś w niej pęka, a łzy same cisną się do oczu, nie zważając na żadne protesty. Skoncentrowała wzrok na mężczyźnie stojącym za wszystkimi gośćmi. Wysoki i postawny. Prawdopodobnie brunet, ale cień zasłaniał jego twarz. Patrzyła na niego z jakąś dziwną pasją, wyobrażając sobie, że to właśnie [i]on[/i] tam stoi. Tak jak wtedy. Zastanawiała się tylko czy spodobałaby mu się w tych długich czarnych spodniach i brązowej, satynowej koszuli, która przysłaniała wszystko, co było do zakrycia. Nie taką ją znał, nie takiej jej pragnął. Pragnął... Cóż to za beznamiętne słowo. Gdyby choć odrobinę mu na niej zależało nie kazałby jej czekać i zadawać tak ogromny ból swą obojętnością. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Purple rain&lt;br /&gt;Purple rain&lt;br /&gt;Purple rain&lt;br /&gt;Purple rain &lt;br /&gt;I only wanted to see you bathing in the purple rain&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mężczyzna się odwrócił. Wstał i odszedł. Tak po prostu. Tak po prostu zepsuł jej jedyną przyjemność tego wieczoru. Głupie złudzenie, które sprawiało, że przez moment była w innym świecie. W jego świecie. Świecie, którego nie do końca rozumiała, ale oddałaby wiele by stał się jej światem. W zasadzie już nim był. Nic nie boli bardziej niż brutalne odebranie czegoś, co staje się nieodłączną częścią człowieka. Czegoś, co odbiera rozum i zostawia na pastwę losu bez względu na konsekwencje. Właśnie to czuła. Ogromną stratę. I to tak cholernie bolało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I never wanted to be your weekend lover &lt;br /&gt;I only wanted to be some kind of friend &lt;br /&gt;Baby I could never steal you from another &lt;br /&gt;It's such a shame our friendship had to end&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przecież nie mogła się w nim zakochać... Nie, to zdecydowanie nie była miłość. Miłość nie opiera się wyłącznie na fizyczności. Przynajmniej nigdy jej tak nie pojmowała. Pragnęła go najbardziej na świecie. Pragnęła jego dotyku, szeptu, naturalnego zapachu, jaki wydzielał, i który doprowadzał ją do szaleństwa. Uwielbiała patrzeć jak delikatnie przygryza wargi, gdy się śmieje. Ale tym swoim naturalnym uśmiechem. Tej nocy poznała go tak dogłębnie jak nikogo innego na świecie. Nie był tym, kogo grał. I tak wiele oddałaby by móc zobaczyć ten uśmiech raz jeszcze, choćby z daleka. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Purple rain Purple rain &lt;br /&gt;Purple rain Purple rain &lt;br /&gt;Purple rain Purple rain &lt;br /&gt;I only wanted to see you underneath the purple rain&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Było w niej tyle sprzeczności, że sama zadawała sobie pytanie kim jest i czego tak naprawdę chce. Z jednej strony marzyła o tym, by na tę jedną, jedyną noc być jego dziwką, zatracającą się w jego pieszczotach. Czuła jednak gdzieś głęboko w sercu tę maleńką iskrę, która sprawiała, że czuła tęsknotę. Ale już nie za jego ciałem i tą falą rozkoszy, jakiej jej dostarczał, lecz za nim. Po prostu za nim. Za człowiekiem, który ujawnił przed nią całą swą duszę. Duszę, którą... pokochała?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Honey I know, I know, I know times are changing &lt;br /&gt;It's time we all reach out for something new &lt;br /&gt;That means you to &lt;br /&gt;U say you want a leader &lt;br /&gt;But u can't seem to make up your mind &lt;br /&gt;I think you better close it &lt;br /&gt;And let me guide you to the purple rain&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bo jeśli to nie było prawdziwe to czym, do cholery, jest prawda?! Jeśli jego oczy -&amp;nbsp;jedyne, czego nie zdołał opanować żadną ze swych sztuczek&amp;nbsp;- nie były prawdziwe to nie ma czegoś takiego jak prawda. Dlaczego zniknął? Dlaczego zniknął, zabierając jej coś, czego już nigdy nie będzie w stanie odzyskać? Dlaczego po raz kolejny w swoim życiu dała się tak bezlitośnie zwieść? Dość tych pytań. Żądała odpowiedzi. Lecz tylko łzy ją słyszały, a spływając jedna po drugiej niknęły w wypolerowanych deskach parkietu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;Nie poznał jej za pierwszym razem. Starannie wyprostowane włosy i ten galowy niemal strój zupełnie nie pasował do jej wizerunku. Uwielbiał jej głos, taki dźwięczny i nastrojowy a jednocześnie niesamowicie szorstki i seksowny. Na dodatek melodia jego ulubionej piosenki... ich piosenki brzmiała w jej ustach tak bardzo prawdziwie. Zupełnie tak, jakby wypływała z jej duszy. Nie mógł pojąć w ogóle jak taka zdolna osoba może pracować w tej spelunie. Chciał ją stąd wyrwać jak najprędzej i był gotowy zrobić wszystko, by tylko zgodziła się na jego propozycję. Ostatnie dźwięki &lt;em&gt;Purple rain&lt;/em&gt; zabrzmiały na tyle dosadnie, że zadrżał mimowolnie. Bez namysłu mógł stwierdzić, że Evie była najlepszą aktorką z jaką dane mu było w życiu obcować. Gdy zeszła ze sceny powiódł tuż za nią za kulisy, wyjątkowo niepilnowane przez wielkiego Joela, który najwyraźniej zrobił sobie przerwę na papieroska i coś mocniejszego. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;-&amp;nbsp;Evie? -&amp;nbsp;wykrztusił cicho.&lt;br /&gt;Stanęła jak wryta. Każdy męski głos, zwracający się do niej po imieniu sprawiał, że przez moment paraliżował ją strach i napawał pewien rodzaj nadziei. Nie był to jego głos, co przyjęła z ulgą, ale też pewnego rodzaju zawodem. &lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Dominic?&amp;nbsp;- wydusiła głucho.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nawet mnie nie przywitasz?!&amp;nbsp;- Zmarszczył czoło, uwydatniając zabawny grymas na twarzy, zupełnie w swoim stylu.&lt;br /&gt;Uśmiechnęła się delikatnie i zmusiła niemal do wtulenia się w niego. I nagle coś się posypało... Nie wiedziała czego to było skutkiem... Chyba bardzo potrzebowała odrobiny czułości od kogokolwiek, bo raptownie na jej policzku pojawiła się jedna, przeźroczysta łza. Przytuliła go tak mocno jak nikogo innego na świecie. Tak bardzo potrzebowała przyjaciela... mężczyzny.... przyjaciela... Już sama siebie nie rozumiała.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Hej, co się dzieje, Żabo? - zapytał troskliwie, ścierając dłonią drobną kropelkę. &lt;br /&gt;Chwyciła tę dłoń, masując ją czule. &lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nic.&amp;nbsp;- odpowiedziała, spuszczając wzrok.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Przecież widzę. Ktoś cię zranił? -&amp;nbsp;starał się zmobilizować ją do odpowiedzi i dać do zrozumienia, że przecież jemu może zaufać. &lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nic. Po prostu jestem zmęczona pracą... To wszystko mnie już przytłacza, a najgorsze jest to, że nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć. Wyrzucić z siebie absolutne wszystko.&amp;nbsp;- Zebrała się w sobie i ostatecznie otarła z policzków oznaki słabości. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie zadając więcej pytań zabrał ją ze sobą do stolika i zamówił dwa drinki. Tak bardzo uwielbiała w nim to, że zawsze wiedział czego jej trzeba. I teraz nie pogardziła kilkoma łykami mocnego trunku, który rozgrzał ją od środka i sprawił, że przez moment przestała myśleć o Mattcie i poczuła się swobodnie.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nawet nie wiesz ile trudu sobie zadałem, by cię tu znaleźć. Ale cieszę się, że cię widzę.&amp;nbsp;- uśmiechnął się, gładząc powoli jej dłoń.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Ja też się cieszę, Dom.&amp;nbsp;- odwzajemniła uśmiech i ten pełen ogromnej dozy troski dotyk. - Ale dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;A czy musi być jakiś powód? - obruszył się zabawnie.&amp;nbsp;- Ale tak, masz rację. Mam dla ciebie pewną propozycję. Tylko wysłuchaj mnie uważnie i nie przerywaj mi, dobrze? &lt;br /&gt;Przytaknęła pewnie na znak zgody.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Evie, jesteś najzdolniejszą osobą, jaką dane mi było poznać. Znakomitą aktorką. Absolutnie znakomitą -&amp;nbsp;akcentował dosadnie. -&amp;nbsp;Na dodatek piękną i niesamowicie charyzmatyczną kobietą. -&amp;nbsp;przewróciła oczami, zawstydzając się lekko. Tak, wiem co mówię. Otóż jak wiesz za półtorej miesiąca ruszają zdjęcia do Lost w którym i ja i twój przyjaciel... Matt&amp;nbsp;- zawahał się przez moment, zastanawiając się kim tak naprawdę on dla niej jest.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Tak, przyjaciel.&amp;nbsp;- odpowiedziała, zauważając jego chwilową dezorientację.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Właśnie. I powstał pewien problem... Jedna aktorka zrezygnowała i twórcy prędko szukają kogoś na zastępstwo... Evie, jesteś nieziemską aktorką...&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nie!&amp;nbsp;- usłyszał stanowczą odpowiedź.&amp;nbsp;- Co ci w ogóle przyszło do głowy?! Przecież ja nie mam żadnego doświadczenia... Zresztą o czym ja w ogóle mówię...Żadna ze mnie aktorka!&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Evie, jest kilku aktorów w obsadzie, którzy mają jeszcze mniejsze doświadczanie niż ty. Spójrz na mnie! &amp;amp;#8211; zakomunikował mocno. - Evie, przyjdź na cating... W środę o 10:00 na Imperial Highway.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Ale jaka to ma być rola?&amp;nbsp;- zapytała obojętnie. - Zresztą co ja gadam. I tak w życiu się na to nie zgodzę...&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Szatynka, niska, dwadzieścia parę lat. Jesteś idealna!&amp;nbsp;- klasnął w dłonie, próbując udzielić jej choć części swojego entuzjazmu.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Nie o taki rodzaj roli pytam... &lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Pierwszoplanowa...&amp;nbsp;- odpowiedział poważnie, chociaż bardzo nie chciał jej tego mówić.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Chyba kompletnie oszalałeś! Już pomijam to, że nie mam absolutnie żadnych szans! Ale poza tym, mi naprawdę nie zależy na sławie. Nie chcę tego, nie mam na to czasu. Więc moja odpowiedź brzmi: Nie!&amp;nbsp;- odparła stanowczo.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;To przez niego, Evie?- spytał obojętnie z pewną dozą ironii. - Nie wiem co jest między wami, ale kup sobie jutro Vanity Fair. W najnowszym numerze jest zamieszczony wywiad z nim i Margheritą, jego żoną. Matt jest szczęśliwy, Evie. Pogodził się z żoną i miałem przyjemność przedwczoraj być na przyjęciu u nich w domu. Matthew zmienił się nie do poznania... On ją naprawdę bardzo kocha. To po prostu widać!&lt;br /&gt;Miała ochotę zakneblować mu usta tą orientalną serwetką, którą przykrywała dłonią. Każde kolejne słowo sprawiało, że serce sypało jej się na drobne kawałeczki. Chociaż nie... Czuła, że ktoś przerzyna je ostrym tasakiem.&lt;br /&gt;-&amp;nbsp;Przemyśl to. - powiedział, po czym wstał i wyszedł z klubu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Patrzyła na tę głupią serwetkę w tak wielkim osłupieniu, że nie czuła nawet bólu. Chciała ją potargać na kawałeczki, ale nie mogła. Nie była w stanie. Coś ją zdeptało. Była teraz tą zwyczajną chusteczką, która już nic nie może. Której w jednej chwili zawalił się cały świat. A to tak ogromnie bolało.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:3031</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/3031.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=3031"/>
    <title>Plany na dziś ;D</title>
    <published>2007-09-22T12:11:55Z</published>
    <updated>2007-09-23T13:03:38Z</updated>
    <category term="libertango"/>
    <category term="hista"/>
    <category term="poszondki"/>
    <category term="lody włoskie"/>
    <content type="html">1. Doprowadzić do porządku własny pokój, tak aby móc w nim normalnie egzystować (mój pedantyzm is back xDD) &lt;br /&gt;2. Napisać w końcu ten pieprzony rozdział Liberu :[! &lt;br /&gt;3. Iść na&amp;nbsp;lody włoskie, których nie jadłam już od tak dawna :( A pogoda sprzyja... ;), chociaż nie wiem czemu mam wrażenie, że się nie wyrobię :/ &lt;br /&gt;4. Wykuć histę, co zrobię choćbym miała gnić&amp;nbsp;nad&amp;nbsp;podręcznikiem do rana! :[ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha. I chcecie poznać najbardziej żałosny powód mojej nienawiści do słoneczka? &lt;br /&gt;Bo mi w monitor iepie! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;xDDDDDDDDDDD</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:2745</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/2745.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=2745"/>
    <title>WKURW!</title>
    <published>2007-09-20T11:18:08Z</published>
    <updated>2007-09-23T12:37:14Z</updated>
    <content type="html">Powiedzcie mi... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jak... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;mam... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;się uczyć... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;biolcy... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;do&amp;nbsp;ogromnego testu... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;skoro... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jakiś popierdolony gnój z upośledzeniem mózgowo-życiowym wierci mi w ścianie od samego rana?!?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;FAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!&amp;nbsp;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:2361</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/2361.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=2361"/>
    <title>Spalmy kalendarz! :[</title>
    <published>2007-09-18T19:09:24Z</published>
    <updated>2007-09-18T19:10:40Z</updated>
    <category term="dół"/>
    <lj:music>Shakira - Objection</lj:music>
    <content type="html">&amp;nbsp;Ok, skupcie się wszyscy, bo mam do poruszenia poważny problem natury egzystencjalnej xD Nie, to nie jest żart xD &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż każdy z nas się starzeje i to nie jest żadna nowość. Ja również i z każdym dniem czuję jak doskwiera mi świadomość, że już nie jestem małym dzieckiem. Mam prawie 17 lat, za rok 18-tka, powoli zaczynam myśleć o maturze i tym, co chciałabym w życiu robić. I stwierdzam, że nie mam BLADEGO POJĘCIA co by to mogłoby być. Ale nawet to nie jest takie najgorsze. Najgorsze jest to, że ja NIE CHCĘ dorastać. Nigdy! Neva Eva! ;( Na początku pierwszej klasy mój profesor od chemii stwierdził, że przyszliśmy do tej szkoły jako dzieci, a wyjdziemy z niej jako zupełnie inni ludzie. Dorośli ludzie. Ja się pytam czym, do cholery, jest ta 'dorosłość'? :| Jakoś specjalnie jej nie odczuwam :| Jak to wogóle jest? Obudzę się rano 13-tego w piątek i tak ni stąd ni zowąd stwierdzę: "Tak, jestem już dorosła"? Kiedy to nastąpi? Po czym poznać, że jest się już dorosłym? &lt;br /&gt;Bo chyba nie po tym, że ma się generalnie wszystko w deeee, olewa się większość obowiązków i nie jest się w stanie porozumieć (w żadnym z istniejących&amp;nbsp;na świecie języków) z własną matką... &lt;br /&gt;I czy po okresie buntu (który na dobre się we mnie zadomowił, czuję to jak nigdy dotąd...) następuje ten etap dojrzałości? Świadomości, że jest się już dorosłą osobą? Jak to kurna jest? :| &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę o odpowiedź osoby dorosłe :)</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:2075</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/2075.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=2075"/>
    <title>charlanna jest kochanna!</title>
    <published>2007-08-28T09:30:37Z</published>
    <updated>2007-08-28T18:01:34Z</updated>
    <category term="charlanna"/>
    <category term="mevie"/>
    <category term="charlie"/>
    <category term="jate"/>
    <category term="hiatus"/>
    <category term="hotel babylon"/>
    <category term="anna"/>
    <lj:music>Diana Ross &amp; The Supremes - Where Did Our Love Go</lj:music>
    <content type="html">Nie jestem nawet w połowie Lostowego hiatusu, a z każdym dniem zauważam, że coraz bardziej mi odbija. Nie jestem w stanie nawet zliczyć meviersko-jatersko-javiersko-Mattowych obrazów, jakie "przewalają" się przez mój chory umysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie sądziłam, że w trakcie tej morderczej przerwy (*killer*) pomiędzy 3, a 4 sezonem Losta pojawi się coś, co uprzyjemni mi te okropne chwile. Mianowicie... kolejny ship. Chociaż daleko mu do Jate czy Mevie (zresztą to zupełnie inna półka i nie powinnam tych pairingów ze sobą zestawiać) to dokładnie wczoraj pokochałam go jeszcze bardziej niż wcześniej *beczy* Mowa tu o Charlannie (Charlie &amp;amp; Anna/Hotel Babylon). Innym razem napiszę za co ich tak uwielbiam, ponieważ sprawą nadrzedną jest dla mnie piosenka, której słucham nieustannie i nigdy nie mam dość *beczy* Marzy mi się nawet coś w rodzaju ficka o tym shipie, ale chyba nie mam motywacji... ^^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="ljcut" text="Diana Ross &amp; The Supremes - Where Did Our Love Go"&gt;Diana Ross &amp;amp; The Supremes - Where Did Our Love Go&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Baby, baby&lt;br /&gt;Baby don't leave me&lt;br /&gt;Ooh, please don't leave me&lt;br /&gt;All by myself&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I've got this burning, burning&lt;br /&gt;Yearning feelin' inside me&lt;br /&gt;Ooh, deep inside me&lt;br /&gt;And it hurts so bad&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;You came into my heart&lt;br /&gt;So tenderly&lt;br /&gt;With a burning love&lt;br /&gt;That stings like a bee&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Now that I surrender&lt;br /&gt;So helplessly&lt;br /&gt;You now wanna leave&lt;br /&gt;Ooh, you wanna leave me&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooh, baby, baby&lt;br /&gt;Where did our love go?&lt;br /&gt;Ooh, don't you want me&lt;br /&gt;Don't you want me no more&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooh, baby&lt;br /&gt;Baby, baby&lt;br /&gt;Where did our love go&lt;br /&gt;And all your promisses&lt;br /&gt;Of a love forever more&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I've got this burning, burning&lt;br /&gt;Yearning feelin' inside me&lt;br /&gt;Ooh, deep inside me&lt;br /&gt;And it hurts so bad&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Before you won my heart&lt;br /&gt;You were a perfect guy&lt;br /&gt;But now that you got me&lt;br /&gt;You wanna leave me behind&lt;br /&gt;Baby, baby, ooh baby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Baby, baby don't leave me&lt;br /&gt;Ooh, please don't leave me&lt;br /&gt;All by myself&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooh, baby, baby&lt;br /&gt;Where did our love go?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Aha - ta piosenka została mi zapodana przez&amp;nbsp;&lt;span class='ljuser ljuser-name_cath_fox' lj:user='cath_fox' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://cath-fox.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://cath-fox.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;cath_fox&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;jako mevierska, ale później obie stwierdziłyśmy, że to cała Charlanna (w sumie bardziej ja, Cath mi tylko przyznała rację ^^)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;EDIT: Zobaczcie sobie ich ślicznego huga oraz wyraz twarzy przeważnie cwanej i pewnej siebie Anny [ikonka&amp;nbsp;made by &lt;span class='ljuser ljuser-name_peggybrown' lj:user='peggybrown' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://peggybrown.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://peggybrown.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;peggybrown&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;]&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Błagam, niech ktoś ich pokocha tak jak ja i Gig *beczy*</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:2025</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/2025.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=2025"/>
    <title>...</title>
    <published>2007-08-25T20:25:55Z</published>
    <updated>2007-08-26T09:35:08Z</updated>
    <category term="mevie"/>
    <lj:music>Pasion De Gavilanes - Una Mirada</lj:music>
    <content type="html">Nie mam pojęcia po co piszę tę notkę oO Tymbardziej, że nie mam nic do powiedzenia oO Na Waszym miejscu w tym momencie wyszłabym z tej strony oO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jednak ktoś tego nie zrobił (jest taki ktoś? :() to hmm... nie umiem pisać o sobie... :| Serio :| Już nie wspominając o mówieniu o sobie :|&lt;br /&gt;No ale ok... WIĘC może zacznę od tego, co najbardziej zaprząta mi głowę w te wakacje... Mianowicie od Mevie...&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Reaktywując LJa, którego założyłam de facto w kwietniu postanowiłam uzupełnić sobie listę zainteresowań o Hotel Babylon i Charlannę ;] i... spostrzegłam, że brakuje tam tego, o czym myślę teraz nieustannie, co mi dodaje energii i co sprawia, że nie mogę spać po nocach ;( (serio.), czyli... MEVIE!&lt;br /&gt;Dlaczego? Otóż wtedy jeszcze moje shipperstwo nie było tak zaawansowane jak teraz. A wszystko zaczęło się od tego, że Majka przeczytała w Mavie (co za chujowa nazwa ;|) topicu na FF, iż pojawiły się plotki o rozstaniu Evie z Domem, a raczej jakiś szmatławiec opublikował zdjęcia Doma z jakąś laską i jej bachorem :| Ale to jeszcze nic... jeden z komentarzy na FF: &lt;em&gt;Now all we need to hear, is that the rumors that were going around late last year about Matthew cheating on his wife with Evangeline are true..!! Then in time we will probably have Mavie for real &lt;/em&gt;dopełnił wszystkiego. ;(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="ljcut" text="Kawałek rozmowy z Gigiem na gg z tamtego czasu"&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;Giga!!!!!&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;o ja pierdolę &amp;lt;lol2&amp;gt;&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;aaaaaaaaaaaaaaa&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;Matt ma romans z Evie!!!!&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;takie ploty...&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;chodzą&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;aaaaaaaaaaaa&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;Evie się z Domem rozstaje&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:18)&lt;br /&gt;aaaaaaaaaaaaaaa&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:28)&lt;br /&gt;jasne &amp;lt;lol&amp;gt;&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:28)&lt;br /&gt;kurwa!!!!&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:28)&lt;br /&gt;poważnie!!&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:28)&lt;br /&gt;patrz:&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:29)&lt;br /&gt;zaczęło się od tego, że Doma przyłapano z jakąś laską&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:29)&lt;br /&gt;Ty byś rozniosła gadu gadu jakby to była prawda &amp;lt;lol2&amp;gt;&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:30)&lt;br /&gt;i ktoś poniżej napisał że plotki o romansie Matta i Evie które się pojawiły byłyby prawdziwe&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:30)&lt;br /&gt;jasne &amp;lt;hahaha&amp;gt;&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:34)&lt;br /&gt;omg&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:34)&lt;br /&gt;Bosh, to by był odjazd&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:36)&lt;br /&gt;no ale to jest prawdopodobne. nie słyszałam jeszcze w swoim życiu żeby aktorzy tak się do siebie odnosili, tak jakoś... żeby było między nimi tyle zażyłości. a przecież w tylu serialach były pary. i jeszcze nigdy nie było tylu cytatów samych aktorów na temat chemii między nimi, albo zdania jakie wypowiedział przykładowo Matt - że rozbiera się tylko dla niej :| przecież to zakrawa o... jakiś podtekst. To nie jest zwykła przyjaźń. każdy ci to powie&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:38)&lt;br /&gt;no właaaaśnie :| tego chyba nie da się wytłumaczyć czystą przyjaźnią&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:39)&lt;br /&gt;jezuuu jestem cała rozstrzęsiona &amp;lt;lol2&amp;gt;&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:39)&lt;br /&gt;ja też &amp;lt;lol2&amp;gt;&lt;br /&gt;Ja1 (12-06-2007 22:39)&lt;br /&gt;nie, no na razie wolę się nie nastawiać...&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:39)&lt;br /&gt;niby tak... ale to takie rrrrrrr &amp;lt;serduszka&amp;gt;&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:40)&lt;br /&gt;wiem, że to okropne, że przecież on ma żonę i dzieci... ale kocham Matta i Evie razem ;(oni są dla siebie stworzeni&lt;br /&gt;*Giguś (12-06-2007 22:40)&lt;br /&gt;on jest dojrzały, męski, taki mrrrr, ona jest młodsza, szuka oparcia &amp;lt;serduszka&amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ach, to były czasy ;( Szło się spać, myśląc o tym, że być może jutro rano plotki się potwierdzą ;( Prawda, Gigu? ;(&lt;br /&gt;Nikt mnie tak wtedy nie rozumiał jak Ty ;( Dzięki ;( Kocham Cię ;*:* ;(</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:1575</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/1575.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=1575"/>
    <title>Reaktywacja</title>
    <published>2007-08-24T14:05:37Z</published>
    <updated>2007-08-25T19:51:08Z</updated>
    <category term="fick"/>
    <category term="mevie"/>
    <lj:music>Rihanna - Hypnotized</lj:music>
    <content type="html">Ok, za namową &lt;span class='ljuser ljuser-name_majczos' lj:user='majczos' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://majczos.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://majczos.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;majczos&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;postanowiłam reaktywować tego LJa! :[&lt;br /&gt;Nie wiem na jak długo, w każdej chwili może mi się odwidzieć! :[[&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na rozgrzewkę, z kolei za namową&amp;nbsp;&lt;span class='ljuser ljuser-name_peggybrown' lj:user='peggybrown' style='white-space: nowrap;'&gt;&lt;a href='http://peggybrown.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://peggybrown.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;peggybrown&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;zamieszczam moje piękne, mevierskie dzieło pisane iście Mickiewiczowskim stylem ;]&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Tak na serio to efekt nudy, powstały "na szybko" ^^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł:&amp;nbsp;&lt;strong&gt;Czicek&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pairing: &lt;strong&gt;Mevie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ograniczenie wiekowe: &lt;strong&gt;Od 3 lat&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Panie i panowie! Mam dziś zaszczyt gościć u siebie w studiu niesamowitą parę aktorów, którzy grając od kilku lat w serialu Lost zaskarbili sobie serca wielu milionów telewidzów na całym świecie. Przywitajcie gromkimi brawami Evangeline Lilly i Matthew Foxa! &lt;br /&gt;Weszli do studia w pośpiechu, a Evie niemal nie potknęła się o wielki i gruby kabel rozłożony na podłodze wśród wielu innych. Matt na szczęście w porę uratował ją przed upadkiem. Była ubrana w niebieską przewiewną bluzkę, przypominającą halkę oraz modne dżinsy podwinięte od spodu i czarne kozaki na szpilce. Matt natomiast wybrał bardziej sportowy ubiór: popielata bluza, czarna, sportowa marynarka oraz dżinsy. Usiedli wygodnie na przygotowanych krzesłach naprzeciw Jimmiego. &lt;br /&gt;- Jak żyjecie? – zapytał Jimmy z przekąsem, a kilka osób z publiczności parsknęła śmiechem. &lt;br /&gt;- Jak widzisz. Jeszcze żyjemy, jakoś. – odpowiedział Matt za nich obojga, patrząc porozumiewawczo Evie w oczy. &lt;br /&gt;- To o czym chcecie ze mną pogadać? – zażartował Jimmy, zakładając ręce za krzesło i pozorując ziewanie. &lt;br /&gt;- Jak się nie wie o czym gadać to się gada o... – urwał Matt. &lt;br /&gt;- ... seksie – dokończyła za niego Evie. &lt;br /&gt;Cała sala wybuchła niespodziewanym śmiechem, łącznie z Mattem i Evie, którzy przez moment sprawiali wrażenie nieco zawstydzonych. &lt;br /&gt;- Porozmawiajmy o seksie w takim razie. – zakomunikował Jimmy, wyraźnie zaciekawiony tematem – W zasadzie mam nieco inne pytanie do ciebie, Matt, ale w zasadzie z pogranicza. – powiedział, wyprostowując się na krześle. &lt;br /&gt;- No, słucham Jimmy – skrzyżował ręce – Czego chcesz się ode mnie dowiedzieć? – spytał z cwaniackim wyrazem twarzy, dając wszystkim do zrozumienia, że jest ekspertem w tej sprawie. &lt;br /&gt;Evie spojrzała na niego z uśmiechem, kiwając głową. W jej oczach dało się jednak przez moment znaleźć swego rodzaju podziw i zachwyt. &lt;br /&gt;- Powiedz mi, Matt – zaczął Kimmel – Jaka jest twoja ulubiona część ciała kobiety? – spytał, koncentrując na nim swój pełen pozornej powagi wzrok. &lt;br /&gt;- Zdecydowanie piersi. – odpowiedział Matt, a publiczność wydała z siebie coś w rodzaju „wow”. &lt;br /&gt;Evie uśmiechnęła się do niego, a jej policzka niemal niezauważalnie przybrały różowego koloru. &lt;br /&gt;- To może powiesz nam w jaki sposób je pieścisz? – spytał Jimmy, a cała publiczność zaczęła bić gromkie brawa oraz dopingować Matta, skandując jego imię. &lt;br /&gt;- No, dalej Matt! – zawołała Evie, klepiąc go zachęcająco i trochę jakby zalotnie po ramieniu. &lt;br /&gt;- To nic trudnego, dzieci. – powiedział poważnie Matt, wyprostowując się na krześle. – Najpierw musicie rozgrzać dłonie, trzepocąc palcami. – powiedział, prezentując wszystko, o czym mówi. &lt;br /&gt;Wśród publiczności panowało rozweselenie, co jakiś czas potęgowane wybuchami niekontrolowanego śmiechu. Również Evie nie potrafiła przyglądać się temu obojętnie, po cichu marząc o tym, by kiedyś mogła tych pieszczot z jego strony doświadczyć. &lt;br /&gt;- Następnie prostujemy paluszki i... – powiedział Matt, lecz w jednej chwili przerwał mu Jimmy. &lt;br /&gt;- Matt, to nie ma sensu. – stwierdził, kręcąc głową z dezaprobatą – Nikomu z nas nie przyda się teoria. My chcemy praktyki! – krzyknął zachęcająco, a zaraz za nim zaczęła skandować publika. &lt;br /&gt;- Co masz na myśli, Jimmy? – spytał Matt, uśmiechając się zawadiacko. &lt;br /&gt;- No popatrz, bracie, jaka piękna modelka obok ciebie siedzi – krzyknął Kimmel, wskazując palcem na roześmianą i w jednej chwili zszokowaną Evie. &lt;br /&gt;- Chyba sobie żartujesz, Jimmy! – zawołała Evie, starając się przekrzyczeć szalejący tłum. &lt;br /&gt;- Dalej, Evie! Dalej! Dalej! – krzyczał Kimmel, zachęcając publiczność do skandowania. &lt;br /&gt;- Myślę, że nie będziemy musieli się do takich kroków uciekać. – powiedział Matt, starając się powstrzymać śmiech. &lt;br /&gt;- Oj, nie bądźcie sztywni! Przecież już się trochę znacie! – przekonywał Jimmy. &lt;br /&gt;Spojrzeli na siebie, śmiejąc się do rozpuku, jednak pomiędzy tymi atakami śmiechu panowało między nimi skrępowanie, które najbardziej było widoczne u Evie w postaci różowych plam na policzkach. &lt;br /&gt;- Jeśli o mnie chodzi to nie ma problemu. – stwierdził poważnie Matt, a publiczność w jednej chwili podniosła się z miejsc, bijąc brawo i gwiżdżąc w podzięce. &lt;br /&gt;- Nie ma mowy. – powiedziała Evie stanowczo, kręcąc głową. - Kompletnie zwariowaliście! – zaśmiała się. &lt;br /&gt;- Och, Evie! – zaczął Kimmel – na żartach się nie znasz? Słuchaj, masz luźną bluzkę. Matt włoży pod nią swą rękę tak, że nic nie będzie widać. Poza jego dłonią, przykrywającą twoją pierś. &lt;br /&gt;- Dokładnie. Nikt nic nie zobaczy. Nawet ja. Jedynie poczuję. – przekonywał ją także Matt. &lt;br /&gt;- Musimy edukować to zacofane społeczeństwo! – oświadczył Kimmel, wznosząc do góry ręce – Niech mężczyźni się uczą pieścić swoje kobiety! Evie, no dalej! – zawołał Jimmy, znów szukając oparcia wśród publiczności. &lt;br /&gt;- Evie! Evie! Evie! – krzyczały głosy publiczności, które łącząc się w jeden, chóralnie skandowały jej imię. &lt;br /&gt;Matt i Jimmy patrzyli na nią prosząco, a w pewnym momencie Matt szepnął jej coś do ucha, pod wpływem czego ta zaśmiała się radośnie. &lt;br /&gt;- W porządku. – powiedziała, kręcąc głową w niedowierzaniu, że się na to zgadza. &lt;br /&gt;Widzowie wstali ponownie, a z ich ust dźwięcznie pobrzmiewało jej imię. &lt;br /&gt;- Matt, zacznij nas więc edukować. – zakomunikował Kimmel, wskazując na pierś Evie. &lt;br /&gt;Matt wstał ze swojego miejsca i przykucnął tuż przed Evie. Ta zasłoniła twarz rękoma, starając się opanować śmiech i zawstydzenie. Popatrzył na nią, jakby czekając na pozwolenie, a gdy skinęła głową, delikatnie rozchylił materiał jej bluzki. Wkładał rękę powoli, cały czas patrząc jej w twarz i obserwując jej reakcję. Gdy zawędrował do biustonosza lekko wsunął pod niego palce i zauważył, że Evie zadrżała. Kiedy dłoń przykrywała już całą jej pierś, delikatnie wyciągnął ją spod stanika tak, by wszyscy mogli to zobaczyć. Oczom wszystkich zebranych ukazała się niezwykle kształtna pierś Evie, zakryta szczelnie jego długą dłonią. Można stwierdzić, że idealnie do niej pasowała. Evie odwróciła głowę na bok, nie chcąc nawet na to patrzeć. Twarz miała już niemal całą zaczerwienioną i nadal nie mogła powstrzymać histerycznego śmiechu, który unosił jej pierś tak, iż Matt nie mógł sobie z nią poradzić. Zaśmiał się w duchu i postanowił chwycić ją mocniej. Evie poczuła ten silny uścisk i wzdrygnęła się. To, co Matta uderzyło na samym początku to to, że miała niesamowicie kształtną pierś, która idealnie ginęła w jego dłoni. Natomiast nie da się opisać tego jak na Evie działała dłoń Matta. Pierwszy raz miała do czynienia z tak zmysłowym i delikatnym, a zarazem silnym uściskiem. Zadrżała w obawie, że ten dotyk może ją doprowadzić do szaleństwa. &lt;br /&gt;- No to prezentuj, Matt – powiedział Jimmy, a publiczność po minucie ciszy na nowo rozpoczęła swój doping. &lt;br /&gt;- Więc. Chwytamy mocno pierś dłonią, starając się zmieścić ją całą. Właśnie tak przed momentem zrobiłem. – zaśmiał się, spoglądając na roześmianą i całkowicie zaczerwienioną Evie. – I rozpoczynamy delikatne masowanie z dużym naciskiem na sutki – zaczął masować jej piersi w sposób niesamowicie delikatny i zmysłowy, skupiając swój wskazujący palec na jej sutku. Już miała wydać z siebie okrzyk czegoś w rodzaju rozkoszy, gdyż to co z nią robił doprowadzało ją do szaleństwa, lecz z trudem się powstrzymała. – Następnie należy przyspieszyć masaż, skupiając się tym razem już na całej piersi. Musi on być coraz bardziej szybki i uporczywy. – mówił, cały czas prezentując to na jej piersi i czując jak brodawka piersi staje się coraz twardsza. Postanowił więc nieco zwolnić. – Ostatni etap masażu to tzw. „ugniatanie”. Na pewno nie raz ugniataliście ciasto. – zaśmiał się. – Tak też musicie postąpić z piersią. Na początku delikatnie, a potem coraz uporczywiej ugniatamy pierś, zręcznie uginając palce. Może to być też coś w rodzaju drapania. – powiedział, spoglądając na twarz Evie, która prezentowała pierwsze oznaki rozkoszy. Jej piersi, jak i całe ciało pokryła gęsia skórka. Zrozumiał, że nie może już na nic więcej sobie pozwolić. – To tyle. – powiedział i zręcznie wyjął rękę spod jej stanika, a następnie spod bluzki. &lt;br /&gt;Evie poprawiła zgnieciony nieco stanik i odwróciła się w ich stronę. Nie miała odwagi nawet spojrzeć mu w oczy, ponieważ wiedziała, że wyczuł jej reakcję. Publiczność zaczęła bić brawa. &lt;br /&gt;- Świetnie sobie poradziłaś! – powiedział Matt, całując ją delikatnie w policzek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:1371</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/1371.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=1371"/>
    <title>Na ryby...</title>
    <published>2007-04-16T06:28:13Z</published>
    <updated>2007-04-16T07:32:11Z</updated>
    <category term="szkoła"/>
    <category term="taniec z gwiazdami"/>
    <category term="kasia i stefano"/>
    <lj:music>Kabaret starszych panów - Na ryby</lj:music>
    <content type="html">&lt;font color="#000000"&gt;&lt;strong&gt;Kabaret starszych panów - "Na ryby"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Na ryby - w kaździuteńki wolny dzień&lt;br /&gt;Na ryby - nad leniwą rzeczkę w cień&lt;br /&gt;zabieramy sprzęt i starkę&lt;br /&gt;a na drzwiach wieszamy kartkę&lt;br /&gt;Nie wracamy aż we czwartek&lt;br /&gt;zapuszczamy się pod Warkę&lt;br /&gt;Na ryby - by zielony wdychać chłód&lt;br /&gt;Na ryby - by odbiciem tykać wód&lt;br /&gt;Jedną twarzą łyknąć z flaszy&lt;br /&gt;Drugą z toni w niebo patrzyć&lt;br /&gt;Na ryby...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A można i na grzyby&lt;br /&gt;Na grzyby - w aromatów pełen las&lt;br /&gt;Na grzyby - przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz&lt;br /&gt;Weźmy czegoś parę kropel&lt;br /&gt;A na drzwiach wywieśmy o tem&lt;br /&gt;Że ruszyliśmy w sobotę&lt;br /&gt;bo powzięlismy ochotę&lt;br /&gt;Na grzyby - tu borowik a tam dzik&lt;br /&gt;dzik, wściekły na mnie... ech... pociągnijmy sobie łyk&lt;br /&gt;nie musimy dużo łykać, by się przestać lękać dzika&lt;br /&gt;bo gdyby, gdyby łyk większy&lt;br /&gt;to na lwy'by, a dlaczego nie na lwyby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej oto piosenki wczoraj w "Tańcu z gwiazdami" Kasia Tusk i StefanoTerrazzino zatańczyli cha-chę. A że ich bóstwię to ta piosenka cały czas kołacze się w mojej głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a tak poza tym to dziś piszę sprawdzian z historii, z rozkwitu średniowiecza. Fuck! :[ Jak nie dostanę piątki to mogę się pożegnać z oceną bardzo dobrą na koniec roku. :/ Trzymajcie kciukce! :D&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:1249</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/1249.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=1249"/>
    <title>Słodki sen</title>
    <published>2007-04-14T20:15:30Z</published>
    <updated>2007-04-15T17:49:38Z</updated>
    <category term="sen"/>
    <category term="jate"/>
    <category term="hardcore teksty"/>
    <content type="html">&lt;font color="#000000"&gt;Boziu, daj mi dzisiaj taki sen, jaki miałam wczoraj. (; Ot, taka mała prośba przed snem. I nie! Nie będę go opowiadać, bo potem wstydziłabym się do kogokolwiek odezwać xD Tylko &lt;/font&gt;&lt;span class='ljuser ljuser-name_giga_92' lj:user='giga_92' style='white-space: nowrap; text-decoration: line-through;'&gt;&lt;a href='http://giga-92.livejournal.com/profile'&gt;&lt;img src='http://l-stat.livejournal.com/img/userinfo.gif' alt='[info]' width='17' height='17' style='vertical-align: bottom; border: 0; padding-right: 1px;' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href='http://giga-92.livejournal.com/'&gt;&lt;b&gt;giga_92&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;font color="#0000cc"&gt;&amp;nbsp;&lt;font color="#000000"&gt;była w miarę&lt;/font&gt;&lt;font color="#808080"&gt;&lt;font color="#000000"&gt; wyrozumiała i jej LoL nie trwał długo ;D&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="#000000"&gt;Tekst miesiąca:&lt;br /&gt;Idę sobie z Anką i Netą przez park. Rozmowa (a raczej spór) dotyczył tego, co jest lepsze: kremacja czy pogrzebanie ciała.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja:&lt;/strong&gt; Oczywiście, że kremacja. A jak się obudzisz w grobie? Wiesz jaka to musi być śmierć?! Niemy krzyk!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Anka:&lt;/strong&gt; O Boże... inni ludzie jakoś leżą w grobie i &lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;font color="#000000"&gt;&lt;strong&gt;żyją.&lt;br /&gt;Ja:&lt;/strong&gt; xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Neta:&lt;/strong&gt; xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:974</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/974.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=974"/>
    <title>Szkoła sucks</title>
    <published>2007-04-11T18:38:28Z</published>
    <updated>2007-04-15T17:50:31Z</updated>
    <category term="szkoła"/>
    <category term="jate"/>
    <lj:music>Damien Rice - Delicate</lj:music>
    <content type="html">&lt;font color="#000000"&gt;Mhm ^^' Pomijam kwestię mojego melancholijnego nastroju spowodowanego odświeżeniem jaterskich wspomnień poprzez &lt;em&gt;Delicate&lt;/em&gt; Rice'a. Za bardzo to przeżywam, wiem ^^. Ale Jate &lt;em&gt;is just so delicate &lt;/em&gt;:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stwierdziłam, że moja szkoła jest zUa i klasa tak samo. Szkoda, że nie można powrócić do tych pięknych czasów z gimnazjum. :(&amp;nbsp; Oczywiście są osoby, dzięki którym nie żałuję, że wybrałam tę szkołę. Gdyby nie one to KLOPS. -,- Ale nie! Nie łamiem się xD Kiedyś będzie lepiej, mam nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cholera... uczyć mi się nie chce :\ Kompletnie straciłam wena już jakiś czas temu. :\ Wiem, wiem - to pierwsza klasa. Ale czuję się z tym źle. :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jate is fate. I tym optymistycznym akcentem kończę tę notkę. :)&lt;/font&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:paol_90:632</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://paol-90.livejournal.com/632.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://paol-90.livejournal.com/data/atom/?itemid=632"/>
    <title>Tak gwoli wstępu...</title>
    <published>2007-04-10T16:32:52Z</published>
    <updated>2007-04-15T17:51:25Z</updated>
    <category term="jate"/>
    <category term="Ogólnie"/>
    <category term="katie melua"/>
    <lj:music>Katie Melua - The closest thing to crazy</lj:music>
    <content type="html">&lt;p&gt;&lt;font color="#000000"&gt;Po ciężkich trudach i hektolitrach wylanego potu udało mi się wreszcie w miarę dojść do ładu z tym livejournalem. Tutaj chciałam podziękować cudownej, wspaniałej, uroczej, cierpliwej&lt;/font&gt; &lt;a href="http://giga-92.livejournal.com/profile"&gt;&lt;img style="BORDER-TOP-WIDTH: 0px; BORDER-LEFT-WIDTH: 0px; BORDER-BOTTOM-WIDTH: 0px; VERTICAL-ALIGN: bottom; BORDER-RIGHT-WIDTH: 0px" height="17" alt="[info]" width="17" src="http://stat.livejournal.com/img/userinfo.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://giga-92.livejournal.com/"&gt;&lt;b&gt;giga_92&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;font color="#000000"&gt;Kochana jesteś :*&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="#000000"&gt;W zasadzie nie mam pojęcia o czym tu będę pisać, więc lepiej wogóle mnie nie czytajcie, bo to&amp;nbsp;wielka strata czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o moją skromną osobę to kocham Jate (czasem wydaje mi się, że ponad życie o_O), kocham Matthew Foxa, a co z tym idzie - kocham Lost.&amp;nbsp; Wielbię Katie Melua, a co za nią idzię muzykę. Różną w zasadzie. (Buźki dla Ani :*). Duża w tym rola nastroju.&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóstwię także język polski (tak, śmiejcie się, ale to naprawdę moja pasja), z którym wiążę swoją przyszłość. Wogóle zainteresowania mam raczej nudne dla przeciętnego człowieka. Po prostu jestem wrażliwa na sztukę mwahahaha ^^' (wieem, żart mi się nie udał xD)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to tyle ^^' Współczuję Wam i jednocześnie Was podziwiam za to, że dobrnęliście do końca tej notki. Mam nadzieję, że udało mi się Was zniechęcić do czytania mojego rOoOSsShHoOoFfFeEegGoO bLloOoOgGgGaAaAsSsSQqQa ^^'' xDD&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content>
  </entry>
</feed>
